Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodowy. Pokaż wszystkie posty

9.10.2010

The Good, the Bad, the Weird

Idąc do kina zastanawiałem się radośnie, jak będzie po koreańsku "fun redefined". Miałem doskonałe powody do popuszczenia wodzy oczekiwaniom. Blockbuster z (południowej części) orientalnego półwyspu, najdroższa produkcja w dziejach tamtejszej kinematografii, połączenie kina przygodowego z estetyką spaghetti westernu — czego chcieć więcej? Stawiałem wona przeciwko pączkowi ryżowemu, że za chwilę zobaczę najfajniejszy film roku.

I jak to zbyt często w takich przypadkach bywa, czekało mnie rozczarowanie. Wbrew pozorom Dobry, Zły, Zakręcony (Joheunnom nabbeunnom isanghannom) jest marnym spadkobiercą Leoneowskiej legendy.

W teorii wszystko brzmi nadzwyczaj zachęcająco: Przenosimy się na mandżuriańskie pustkowia w latach trzydziestych. Trwa wyścig do skarbu, do którego prowadzi unikatowa mapa. W grze uczestniczą tytułowi Dobry, Zły i Zakręcony (dlaczego nie "Dziwny"?) Każdy z nich ma na pieńku z prawem, choć jak sugerują przydomki, powodują nimi zupełnie odmienne motywacje. Zakręconemu i Złemu zależy przede wszystkim na skarbie, Dobremu na głowie Złego. Niepewny sojusz połączy na pewien czas Zakręconego i Dobrego, choć oczywiście gdy stawka jest tak wysoka, nie należy nikomu za bardzo ufać. Nasi trzej bohaterowie nie działają bynajmniej w próżni, bo na mapę i skarb chętkę ma również armia oraz lokalna banda rozbójników konnych.

A w praktyce... Cóż, musiałbym obejrzeć Dobrego, Złego, Zakręconego jeszcze raz, by dokładnie zdiagnozować, co i dlaczego w nim nie trybi. Przypuszczam, że to jeden z tych przypadków, gdzie wina rozkłada się mniej więcej równomiernie między scenarzystami a reżyserem. Scenarzystom starczyło pary na brawurową historię, ale już nie na oplecenie jej solidnym napięciem. Kim Ji-woon nie potrafił natomiast zbudować solidnych pomostów między scenami akcji. Napad na pociąg, strzelaninę na targu, zwariowany pościg przez pustynię i finałowy showdown ogląda się nieźle, nawet pomimo wyraźnych komputerowych ingerencji. Niestety, dynamicznych sekwencji nie zawieszono na angażującej fabule i większy ubaw ma przy nich oko niż dusza. Częściową winę ponoszą też nie najlepiej prowadzone postacie, które pomimo starań aktorów nie przywiązują do siebie widza.

Do obejrzenia w domowym zaciszu jako wysokobudżetowa ciekawostka z Azji. Oczywiście, bardzo bym chciał, żeby ktoś w Polsce miał odwagę i fundusze nakręcić taki film, ale nie znaczy to, że Dobry, Zły, Zakręcony zasługują na więcej niż trzy gwiazdki. Ot, po jednej dla każdego mandżuriańskiego kowboja.

★★★☆☆☆